Blackmore’s Night – średniowieczny księżyc i cygańskie tańce

Kim jest tajemniczy Pan Blackmore i kto jest jego Nocą?

Na to pytanie każdy z nas odpowie sobie inaczej. Każdy postrzega TĘ osobistość odmiennie. Mimo to, pokuszę się o swoistą podróż w czasie i przestrzeni po to, by przybliżyć Wam postać Tego gitarzysty i projekt, który obecnie realizuje, a który po latach uśpienia doczekał się swego czasu. Zabrzański koncert będzie kontynuacją dzieła – spełnieniem marzeń; przygodą, która trwa – tu i teraz – zarówno dla publiczności, jak i wykonawców.

Wszystko zaczęło się od Pana Ritchiego Blackmore’a (urodzonego 14 kwietnia 1945 roku), którego zdolności gry na gitarze pchnęły w świat muzyków. Ritchie znany jest oczywiście ze swej działalności w Deep Purple, tym razem jednak ten okres jego życia pominiemy. Nie sposób byłoby przedstawić całą działalność tak aktywnego muzyka, który w wieku 57 lat wciąż ma pomysły, tryska zdrowiem i daje koncerty.

Naszą podróż rozpoczniemy więc od czasów, kiedy Ritchie reaktywował swój zespół Ritchie Blackmore’s Rainbow – kilka lat wcześniej poznał on bowiem Panią Candice Night (urodzoną 8-go maja 1971 roku), która stanowi drugi filar dzisiejszego Blackmore’s Night.

Skąd więc pojawiła się Candice? Jak sama przyznaje, poznała Ritchiego w roku 1991, podczas… meczu piłkarskiego. A było to tak. Wiosną tego roku, do Stanów przybyła piąta wersja zespołu Deep Purple, z Joe Lynn Turnerem na czele.  Na okolicznościowym meczu piłkarskim, zorganizowanym wspólnie z lokalną stacją radiową, w którym oczywiście wziął udział Ritchie, pojawiła się wysłanniczka tejże stacji, Candice Isralow. W przerwie, podeszła do mistrza, prosząc niewinnie o autograf. Ritchie, to co miał podpisać, podpisał – ale przyjrzał się dziewczynie nieco dłużej. “Jesteś bardzo piękną kobietą” – powiedział po długim namyśle. Po czym zaproponował spotkanie tego samego dnia wieczorem. No i zaczęło się. Jak wspomina sama Candice, gdy Purple ruszyli dalej w świat (Tajlandia, Singapur, Japonia, Brazylia, Polska…), Ritchie niestrudzenie przysyłał jej kartki z tych niezwykłych miejsc. I zaczęło się na dobre…

Minęły dwa lata. Deep Purple, już z Ianem Gillanem, przygotowywali się do wyjazdu w trasę “The Battle Rages On”. Najwyraźniej jednak, do tego czasu Ritchie nie miał pojęcia o tym, że Candice potrafi śpiewać. Ale na Gwiazdkę ‘92, w trakcie śpiewania kolęd, wszystko się wydało… Po kilku miesiącach, jesienią 1993 Ritchie zabrał Candice ze sobą, zaś 30 października, w Pradze, zaproponował jej zaśpiewanie chórków podczas “Difficult to Cure” (czyli IX Symfonii Beethovena). Co ciekawe, żaden z muzyków Purple nie miał o tym pojęcia! A gdy Ritchie poznał już możliwości wokalne Candice, po roku (działając już jako szef reaktywowanego Rainbow) zatrudnił ją przy pracy na pisaniem nowych utworów. Muzycy potrzebowali dobrego autora tekstów, a pisanie słów przychodziło Candice z wielką łatwością (wokaliście, Dougiemu White’owi nieco trudniej…). Jak sama wspomina, Ritchie grał jej melodię przez telefon, a ona wymyślała motyw przewodni dla danego utworu i wkrótce przedstawiała gitarzyście pełną wersję tekstu.

Zespół Rainbow (w składzie: Ritchie Blackmore – gitary; Dougie White – śpiew; John O’Reilly – perkusja; Greg Smith – bas; Paul Morris – klawisze oraz Candice Night, Greg Smith, Doughie White- chórki i Mitch Weiss – harmonijka) rozpoczął nagrania na farmie w Massachusetts. W trakcie podróży na farmę Candice napisała czternaście wersów tekstu: w ten sposób powstały słowa do “Wolf To The Moon”, jednego z utworów na planowaną płytę. Natomiast utwór “Ariel” powstał już w atmosferze domowej – pierwotnie grany przez duet Blackmore/ Night dla przyjemności, ostatecznie przekazany został na potrzeby Rainbow: przyspieszono go i ‘urockowiono’ – udział Candice przypadł na wokal zwieńczający piosenkę.

Jako autorka tekstu, Candice przyczyniła się również do wielkiego sukcesu utworu “Black Masquerade”. Jej głos służył też jako tło do nagrywanych utworów. Gotową płytę wydano we wrześniu 1995 roku, a znalazły się na niej utwory: “Wolf To The Moon”, “Cold Hearted Woman”, “Hunting Humans (Insatible)”, “Stand And Fight”, “Ariel”, “Too Late For Tears”, “Black Masquerade”, “Silence”, “Hall Of The Mountain King” oraz “Still I’m Sad”, a w Europie ukazała się nakładem wytwórni BMG.

W dniach 26-29 września w Kopenhadze trwały próby. 30-go wystartowało europejskie tournee (w Helsinkach, w Finlandii – tam, gdzie dwa lata wcześniej Ritchie zagrał po raz ostatni z Purplami). Dwadzieścia pięć koncertów w Europie (po jednym w Finlandii, Szwecji, Norwegii, Danii, Holandii, Szwajcarii, Belgii oraz we Włoszech; po dwa we Francji i Anglii, natomiast wszystkie trzynaście pozostałych w Niemczech). Potem dziewięć następnych w Japonii. W tych koncertach udział brał wymieniony wcześniej skład zespołu, z jedną tylko zmianą: na bębnach grał Chuck Burgi – perkusista z ostatniej jak dotąd płyty Rainbow, “Bent Out Of Shape” (różne są wersje co do absencji pana O’Reilly i jego odejścia – podobno zespół nie mógł się z nim dogadać, podobno był chory… myślę, że każdy może sobie wynaleźć własną wersję wydarzeń, która będzie równie prawdopodobna).

Album “Stranger In Us All” wydano w USA i Kanadzie dopiero 3 września 1996 (Fuel Records), z dodatkowym utworem “Emotional Crime” (wydanym również na wersji japońskiej płyty). W tym samym roku RB’s Rainbow wyruszyli w trasę po Ameryce Południowej rozpoczynając 27 czerwca w Santiago, w Chile. Kolejne dni mijały na koncertach w Argentynie i Brazylii. Z przewidzianych dziewięciu koncertów wypadł ostatni: 9 lipca w Rio De Janeiro, w Brazylii. Może to entuzjazm widzów, a może zachcianka Ritchiego sprawiły, że w tym czasie zespół zrezygnował z grania “Hunting Humans (Insatible)” (jak było w czasie tournee po Japonii) na rzecz pełnej wersji “Mistreated” (w Japonii tylko fragmenty!)- i, jak podają naoczni świadkowie, wtedy Ritchie naprawdę wypluwał sobie płuca!

Występy w Brazylii reklamowane były w telewizji fragmentami teledysku do “Ariel” – i podobno takie postępowanie znalazło uzasadnienie: zainteresowanie koncertami wzrosło.

Następnie przyszła kolej na część europejską trasy. Jeszcze w tym samym miesiącu, lipcu, zespół zawitał do Niemiec (21-go zagrali w Balingen na festiwalu organizowanym przez radio SWF-3). Kontynuowana przez pięć kolejnych koncertów w Niemczech, jeden w Austrii, jeden w Belgii, jeden w Norwegii oraz po dwa w Szwecji i Danii. Trzynastokoncertowa trasa zakończył się 11 sierpnia w Kopenhadze. Niestety występom brakowało odpowiedniej promocji, co spowodowało nie wyprzedanie biletów na wszystkie występy W Schmallenbergu (Niemcy) zawieszono tylko jeden plakat! Mimo to ci, którzy o koncertach się dowiedzieli i na nich byli, z pewnością nie żałują. Na przykład po koncercie w Balingen (podczas którego to koncertu Rainbow było jedynie “gościem specjalnym” występujących jako główna gwiazda ZZ Top) Ritchie został poproszony o krótki wywiad. Zgodził się. Kiedy zszedł ze sceny i udał się za kulisy, zastał ok. 200-300 wiwatujących osób, które domagały się gry. Zakłopotany (???) Ritchie ‘przechwycił’ Dougiego White’a i razem wykonali dwa akustyczne utwory (jednym z nich był “Hey Joe”).

Koncerty tej trasy trwały po około 90 minut, a typowa setlista zawierała mieszankę starych kawałków Rainbow (jako że Dougie był fanem Ronniego Jamesa Dio, poprzedniego wokalisty Rainbow, i chciał śpiewać powstałe za czasów Ronniego utwory), i tych nowszych, oraz kilku klasyków Deep Purple. Set lista we wspomnianym Schmallenbergu wyglądała nastepująco: “Intro: Over The Rainbow”, “Long Live Rock’n’Roll”, “Mistreated”, “Woman from Tokyo”, “Wolf To The Moon”, “Difficult To Cure”, “Still I’m Sad”, “Man On The Silver Mountain”, “Temple Of The King”, “Black Masquerade”, “Ariel”, “Waltzing Mathilda” (w którym to Dougie tańcował z Candice – ku wielkiej uciesze Ritchiego), “Blues”, “Since You’ve Been Gone”, “Perfect Strangers”, “Blues”, “Burn” i…Encores… “Maybe Next Time”, “Smoke On The Water”, “Street Of Dreams”. Wyglądało więc nienajgorzej, często jednak koncerty nie zawierała wszystkich tych utworów. Czasem grane było “Hey Joe”, czasem sola inne niż gitarowe. Ta lista daje jedynie pewne wyobrażenie o tamtych, minionych, czasach.

Tournee “Stranger In Us All” zakończyło się w roku 1997 – ostatnia trasa trwała od 20 lutego do 9 marca (siedemnaście koncertów w Stanach, jeden w Toronto, w Kanadzie). Klimat w zespole nie był w tym czasie najzdrowszy. Jak wspomina Dougie, wszyscy chorowali i mieli dość udawania, że Ritchie jest zainteresowany pracą w Rainbow. W pewien sposób nadchodzący koniec dawało się wyczuć. Pierwotnie na przełom lutego i marca przygotowywana była premiera debiutanckiego albumu nowego projektu Blackmore’a: utrzymanego w konwencji średniowieczno-renesansowej i opatrzonego kryptonimem “Medieval Moon And Gypsy Dances”. Z powodu trasy koncertowej wydanie płyty przesunięto na termin późniejszy.

Na przełomie lat 1996-97 Ritchie zmienił również management, dbający o jego interesy. Zrezygnował z usług spółki Peabody, działającej w ramach kancelarii prawnej Zegen & Fellenbaum – od wtedy (do dziś) reprezentuje go Carole Stevens z Minstrel Hall Management (mamusia Candice!).

W maju 1997 odejście Chucka Burgi’ego zostało już potwierdzone (zaoferowano mu roczną pracę dla… Enrique Iglesiasa – wiadomo: większe pieniądze!), na trasie po Stanach udział brał więc inny bębniarz, John Micelli (ex-Meat Loaf i Blue Oyster Cult). Ritchie planował dalsze tournee po Europie, m.in. na Węgrzech, w Polsce, Rosji, Hiszpanii, Grecji oraz we Włoszech. Niestety, nie zawitał do Polski ani 10-go maja do Poznania, ani 11-go maja do Katowic. Ostatni koncert Rainbow dało na festiwalu w Esbjergu…. Ritchie postawił przed swymi muzykami taką “propozycję”: nie są wylani z zespołu, ale mają podpisać “lojalki”. Oczywiście żaden z muzyków na to nie przystał – było już wówczas wiadomo, iż Dougie White planował zabrać się za solowy projekt. Solo pracował odtąd także Paul Morris, a John Micelli powrócił do pracy w Meat Loaf. A wszystko przez płytę, której tytuł ostatecznie brzmi “Shadow Of The Moon”…

Album został ostatecznie nagrany we wrześniu i październiku 1996, mix skończono w styczniu 1997. Początkowo wydanie płyty przewidziane było jedynie w Japonii (23-go kwietnia 1997), ale jak pokazał czas, wydano ją także poza krajem Kwitnącej Wiśni. Wytwórnia BMG Japan sfilmowała proces nagrywania albumu, tak że można obserwować Ritchiego i Candice w ich domu (“Minstrel Hall” w Greewnich, Connecticut w USA) komponujących utwory. Dlaczego tylko Ritchiego i Candice? Ponieważ album wydany został pod nazwą Blackmore’s Night – nazwą samą w sobie wiele mówiącą. Nie znaczy to oczywiście, iż jedynie ich dwoje gra na płycie: znaczy to tyle, że ich dwoje stanowi główny i, jak się później okazało, jedyny stały element zespołu. Do innych, poza obsługiwanymi przez Blackmore’a i Night, instrumentów zasiadają muzycy sesyjni. Niespodzianką okazał się także gościnny występ grającego w utworze “Play Minstrel Play” na flecie Iana Andersona z Jethro Tull.

Czym więc jest “Shadow Of The Moon”, które było dla naszego ‘bohatera’ tak ważne? Na to pytanie z pewnością każdy powinien sam sobie odpowiedzieć – czym dla niej/ niego jest ten album. Niemniej jednak przedstawię kilka najważniejszych faktów związanych z muzyką, która tam jest zawarta, scharakteryzuję odczucia Candice i Ritchiego co do tego materiału, a tym, którzy nie znają albumu postaram się go jakoś przybliżyć. wydany nakładem wytwórni BMG album zawiera kolejno utwory: “Shadow Of The Moon”, “The Clock Ticks On”, “Be Mine Tonight”, “Play Minstrel Play”, “Ocean Gypsy”, “Minstrel Hall”, “Magical World”, “Writing On The Wall”, “Renaissance Faire”, “Memmingen”, “No Second Chance”, “Mond Tanz”, “Spirit Of The Sea”, “Greensleeves”, “Wish You Were Here” oraz odmienną wersję “Minstrel Hall”, która niestety jest utworem dodatkowym jedynie na japońskiej wersji płyty.

Wersja europejska ukazała się 2 czerwca w Niemczech, Hiszpanii, Czechach, Francji oraz we Włoszech i państwach Beneluksu (Edel). Album wydano także w Afryce Południowej (30 czerwca, Tusk Label) i w Izraelu (11 lipca, Imp Records). W Australii płytę wydała firma Shock Records, a w Kanadzie Attic Records.

A teraz parę słów od Candice na temat zawartości “The Medieval Project”. „Shadow Of The Moon” – utwór zainspirowany starożytną filozofią wschodu, mówiącą iż światło słoneczne blokuje nasz proces kreatywnego porozumienia ze wszechświatem. Znaczy to mniej więcej tyle, iż granice nieba widzianego za dnia są złudne – prawdziwe granice można oglądać jedynie w nocy, w cieniu księżycowego blasku (“in the shadow of the moon”). Utwór mówi o tym, że nie można pozwolić by materialny świat przesłonił naszą własną kreatywność, byśmy my sami uwolnili nasze wnętrza w beztroskim tańcu pod księżycem. „The Clock Ticks On” opowiada o czasach przeszłych, o reinkarnacji – zadajemy sobie pytanie, czy upływ czasu rzeczywiście nas tak zmienia. Przedstawia wizję deja vu, uczucie, jakby się już kiedyś było w miejscu, którego się dotąd nie widziało. „Be Mine Tonight” – stworzone po to, by przeznaczyć czas na wspomnienia. Wspomnienia o ukochanej osobie; o prawdziwej miłości; o tym, jak lata upływają jakby to był jedynie minuty…; o spojrzeniu, które zwrócone w stronę tej jedynej osoby uświadamia, że jest się w domu. To utwór dla ciebie. „Play Minstrel Play” wskazuje na siłę, jaką ma muzyk nad swoimi słuchaczami. Może dyktować emocje; może sprawić, by płakali lub śmiali się. Muzyk, który tę muzykę tworzy jest czarodziejem. „Ocean Gypsy” – piosenka zespołu Renaissance, w której Ritchie i Candice natychmiast się zakochali (a tak swoją drogą, to dla mnie ten utwór jest ‘typową Candice’ – taką prezentacją jej stylu). „Minstrel Hall” – o domu (a raczej zameczku), w którym mieszkają, a sam utwór jest refleksją nad kamiennymi ścianami, arrasami, pochodniami i przelatującymi czasami przyjaznymi duchami… „Magical World’ – znana opowieść o miłości, która może istnieć jedynie poza tym światem. Tragiczna i ponadczasowa. „Writing On The Wall” – niektórzy nazywają to szóstym zmysłem, percepcją lub wyczuciem. Proces uczenia się tego w zamian za próby tłumaczenia, analizowania i rozumienia wszystkiego. Intuicja jest najbardziej intensywną mocą, jaką człowiek może posiąść. Nauczcie się jej ufać. „Renaissance Faire” – grać z minstrelami, obcować z Cyganami i walczyć z rycerzami. Pozwolić wróżkom przepowiadać przyszłość. Usiąść w cieniu wierzby i śpiewać. Biegać na bosaka w długiej sukience z kwiatami we włosach – drzwi do przeszłości są uchylone. Doświadczmy jej… dzięki renesansowemu  świętu. „Memmingen” – zainspirowane pobytem w tym średniowiecznym niemieckim miasteczku oraz przyjęciem w towarzystwie zaprzyjaźnionej grupy Die Geyers Schwarzer Haufen. Ritchie i Candice spędzili noc z około dwoma tysiącami podobnie myślących ludzi, siedząc przy ogniskach i grając renesansową muzykę. Czas spędzony w dobrym towarzystwie. „No Second Chance” – samo odkupienie. Dopiero kiedy zniknie ciemność burzy, można poczuć ciepło dnia – dopiero kiedy postanowicie nie popełniać znów tego samego błędu, możecie zacząć wszystko od nowa. Wspomnienia pozostaną, ale życie trwa teraz. „Mond Tanz” (niemiecki odpowiednik “tańca przy księżycu”). Powstał dzięki widokowi Cyganów grających nie opodal domu Candice – wizja ich tańców podczas pełni księżyca. „Spirit Of The Sea” – opowieść o miłości rozdzielonej jedynie odległością. Choć niemożliwe jest, by ukochana osoba znalazła się w naszych ramionach, wciąż  czujemy jej obecność… Opowieść o aniele – morskim strażniku, który zawsze wskaże drogę – trzeba mu jedynie dać te szansę. „Greensleeves” – utwór podobno napisany przez Henryka VIII lub, co bardziej prawdopodobne, przez jego minstreli. Oryginał zawiera 24 zwrotki. To trzecia wersja tego utworu w wykonaniu Ritchiego. „Wish You Were Here” – piosenka powstała dzięki zespołowi Rednex (cover ich piosenki, pod tym samym tytułem).

Tak Candice opisuje piosenki nagrane na ”Shadow Of The Moon”. Natomiast jeśli chodzi o słuchaczy, to album spotkał się z bardzo pochlebnymi ocenami. Często podkreślano piękno głosu Candice, zwracając jednak uwagę na jego brak mocy. Szczególnie cenione były miniaturki akustyczne Ritchiego, a krytykowany utwór “Writing On The Wall” za swe dyskotekowe momenty. Projekt okazał się jednak przedsięwzięciem udanym, o czym świadczyły zarówno pozytywne krytyki, jak i wykupione koncerty. W ramach promocji wydano wspomniane wcześniej wideo (o nazwie takiej samej jak nazwa płyty); CD promo (od CD europejskiego różni się ono jedynie brakiem “Wish You Were Here” i ciemniejszymi kolorami okładki płyty); singel do “Shadow…”(zawierający radio edit i album version “Shadow…” oraz “Mond Tanz”) jak i wywiad z Ritchiem i Candice.

Zachęceni powodzeniem ich muzyki wśród niewielkiego, ale lojalnego grona słuchaczy, Blackmore’s Night postanowili wyruszyć w trasę. A miała to być trasa po zamkach… Daty koncertów w Europie przewidziano na okres od 9 września do 1 października, japońskich – 3-12 listopada. Jednak z powodu zapalenia stawu palcowego (pozostałość po złamaniu, jakie miało miejsce w 1987 roku, jeszcze za czasów koncertów z Deep Purple), Ritchie nie mógł grać przez dwa tygodnie, dlatego koncerty odwołano. Nowe daty ustalono na 2-11 listopada w Japonii (pierwszy więc koncert Candice jako solistki miał więc miejsce w Japonii, w Tokio, w Nakano Sun Plaza Hall) i 5-10 grudnia (Hiszpania) i 13-18 grudnia (Niemcy, pięć koncertów). Podczas tych koncertów fani zaskoczeni byli granymi utworami (piosenki z “Shadow Of The Moon”, ale też stare kawałki Rainbow i inne ciekawostki w rodzaju “Mr Tambourine Man” Dylana) oraz tym, iż Ritchie, oprócz gitar  akustycznych i mandolin używał na scenie również swojego białego Fendera Stratocastera (ale o tych koncertach możecie poczytać więcej w recenzjach)… I może jeszcze tyko krótko o składzie na tym tournee: Ritchie Blackmore – gitary elektryczna i akustyczna oraz mandolina; Candice Night – śpiew, fujarka, tamburyn; Joseph James – klawisze, śpiew i starodawny flet; Jessie Haynes – gitara, śpiew; John O’Reilly – perkusja; Mick Cervino – bas.

W międzyczasie pojawiły się na rynku kolejne promocyjne single, do “No Second Chance” (wrzesień 1997, Edel Rec.) oraz “Wish You Were Here” (listopad 1997, Edel Rec.). Obydwa zawierały wersję “radiową” oraz albumową danego utworu, oraz odpowiednio stronę B: “Minstrel Hall” i “Greensleeves”.

W marcu 1998 roku pojawiły się wiadomości o nagrywanych przez Blackmore’s Night nowych utworach. Na tamten czas istniało ich zarejestrowanych dziesięć (z czego jeden był już co niektórym znany, ponieważ zespół grał go na grudniowych koncertach – “Under A Violet Moon”). Tym razem ich stylistyka miała dosięgać także kręgów kultur rosyjskiej i hiszpańskiej. Planowano zmianę wydawcy, gdyż firma Edel nie była zainteresowana dokonaniami zespołu. Reedycja „Shadow Of The Moon” nastąpiła w wytwórni HTD. Nowe wydanie miało zawierać dodatek do wydawnictwa amerykańskiego płyty: “Possum’s Last Dance”. Rozważano także wydanie winyla oraz filmu w europejskim systemie PAL. Ritchie dał swój pierwszy od 14-tu lat wywiad radiowy w Anglii (25-go maja), dla Talk Radio w audycji “Access All Areas” Nicky’ego Horne’a.

Oprócz tego, jeszcze jedno ważne zdarzenie miało miejsce w tamtym czasie… Cozy Powell, perkusista z najsłynniejszych składów Rainbow odszedł z tego świata. Zginął w wypadku samochodowym 5 kwietnia 1998. Ritchie wspominał go dobrze, życzył wytrwania mimo smutku rodzinie znajomym i fanom Cozy’ego Powella (bo o nim właśnie mowa). Cozy…pamiętamy o Tobie!

Wróćmy jednak do tematu nowej płyty Blackmore’s Night. Nazwano ją za utworem “Under A Violet Moon”. Zanim jednak ją wydano ukończono tournee. Planowane koncerty w Rosji nie odbyły się ze względu na “niestabilność tamtejszej gospodarki”, natomiast niemieckie i czeskie zmieniły się co do pierwotnych założeń. W sumie zespół zagrał dwa koncerty w Grecji (21-wszy i 22-gi wrzesień), siedem w Niemczech (30-ty wrzesień do 8-my październik), jeden w Szwajcarii (11-ty październik), jeden w Austrii (14-ty), oraz trzy w Czechach (15-ty do 17-ty), przy czym skład zespołu był różny od poprzedniego. Na perkusji pojawił się Alex Alexander, na klawiszach Adam Forgione, a także przybył nowy instrument: skrzypce, ‘obsługiwane’ przez Rachel Birkin. Nie sposób nie wspomnieć również o zespole Die Geyers Schwarzer Haufen, który występował przed Blackmore’s Night na koncertach. Niemieccy muzycy wskrzeszający renesansowy feeling zachwycili Ritchiego. Dlatego za każdym razem zespół supportuje występy pana Blackmore’a, jeśli tylko gra on w Niemczech. Zespół składa się z Thomasa Rotha (śpiew, skrzypce i dudy), Alberta Dannemanna (flet, dudy, śpiew i lira korbowa), Albrechta Schmidt-Reinthalera (gitara i śpiew), Josta Pogrzeby (bębny i perkusja) oraz Floriana Kinga (bas). Albert Dannemann grywa nawet podczas koncertów samego Blackmore’s Night!

Pierwsze egzemplarze wydanego 21 kwietnia 1999 w Japonii albumu “Under A Violet Moon” posiadało specjalną książeczkę (ku utrapieniu kolekcjonerów, którzy ‘muszą’ zakupić dodatkowo inną wersję). Znów więc Japonia okazała się uprzywilejowana. Ale nie ma co się złościć, ponieważ kolejne wydania, choć bez książeczki, pojawiły się w sklepach – Pony International wydało płytę w Europie 27 maja (ale 25. w Niemczech), 21. czerwca w Zjednoczonym Królestwie (Candlelight) i 17 lipca w Stanach. Południowoamerykańska wersja była do kupienia od 27 maja (wytwórnia NEMS). Na początku 1999 planowano także wydanie wideo z koncertu w Kolonii (z 16 grudnia 1997). Materiał miał zawierać również urywki z Fürth (30 września 1998) i Warowni Eggersberg (28 września 1998) oraz wywiady z Ritchiem, Candice, zespołem towarzyszącym i ich występ w innym zamku. Muzyka do “Under…” nagrana została w składzie z ostatnich koncertów, a ponieważ muzyków wymieniałam, nie ma sensu powtarzać. Dodam jedynie, że pojawił się Jens Johansson na klawiszach (wcześniej grał dla Yngwie Malmsteena; wówczas również w zespole Stratovarius). Tym razem Candice nie złożyła ‘formalnego oświadczenia’ co do zawartości albumu, musimy więc sami sobie poradzić…

Płyta zaczyna się, jak ktoś to nazwał, ‘chwytliwym’ „Under A Violet Moon”. Wersja utworu gorsza od tych granych podczas koncertów, gdyż, jak można sądzić, przewidziana była na koncerty, więc na albumie czegoś jej brakuje. Prawdziwą ozdobą utworu jest nieprawdopodobne, zagrane według najlepszych, bachowsko-barokowych wzorców organowe solo. „Castles And Dreams” jest delikatną balladą, z cichym głosikiem Candice, odrobiną gitary akustycznej Ritchiego i zarazem wspaniałym utworem do rozmyślań. „Past Time With Good Company” stanowi kolejny ukłon w stronę Henryka VIII, którego muzykę Blackmore musiał rzeczywiście doceniać. Wskrzesza czasy dynastii Tudorów. „Morning Star” – żywy utwór, przewidziany na koncerty, z dynamicznym refrenem i klaśnięciami, które miały zapewne go zdobić. Dla mnie niestety tylko psują cały, bardzo dobry kawałek (och, jak wspaniale się do tego tańczy!). „Avalon” jest sygnowany jako utwór tradycyjny. I znów, w porównaniu z wersja koncertową przegrywa. „Possum Goes To Prague” (pierwotnie nazwane “Possum’s Return”) to instrumentalny popis Ritchiego, zdecydowanie ‘brat’ poprzedniego “Possuma…”, piękne dźwięki i marzenia… Niepokoi tylko jedna sprawa – kiedy człowiek wsłucha się w utwór, ten już się kończy! Kolejny numer, „Wind In The Willows”, wita słuchaczy niespodzianką – na basie gra John Ford z The Strawbs, ale także śpiewa! I nie powiem, że nie jest to dla mnie miłą niespodzianką. Z całym szacunkiem dla przyjemnego głosu Candice, ale ożywienie płyty tym sposobem było (według mnie) świetnym posunięciem. Night ma także swój moment w utworze, niemniej jednak większość śpiewa John. Bardzo przyjemne chwile z muzyką pseudo renesansową. Potem „Gone With The Wind”, lubiane przez wielu, głównie za solo Blackmore’a, dłuższe niż trzy sekundy (no, to tylko taki żart; aż tak krótkie nie są te jego obecne sola) i uderzenia w perkusję a la burza, tworzące specyficzny klimat utworu. Następne jest instrumentalne „Beyond The Sunset”, delikatne i przyjemne, ale mimo wszystko jedynie utrzymane w dotychczasowym stylu miniaturek Ritchiego. „March The Heroes Home”, tradycyjny kawałek, nie należy do moich ulubieńców – zbyt biesiadny w swym stylu. Utwór jedenasty na płycie to  „Spanish Nights (I Remember It Well)”, który grany wcześniej na koncertach nosił roboczy tytuł “Malaguena”. Zdecydowanie zauważa się jego przydatność do rozgrzewania publiki podczas koncertów. Na żywo wypada bardzo pomyślnie, w przeciwieństwie jednak do “Under…” czy “Morning Star”, nie traci niczego w wykonaniu płytowym – ‘tryska energią’ tak, ze sama się ożywiam słuchając tego. Polecam na marazm! Jedno z lepszych lekarstw. A jeśli jeszcze ktoś potrafi tańczyć flamenco, to nie ma niczego lepszego (jako że utwór jest zainspirowany muzyką hiszpańską, a do tego jest bardzo szybki!). Polacy z pewnością dosłyszą “Prząśniczki” w kompozycji „Catherine Howard’s Fate”. I mimo iż jest to opowieść oparta na angielskiej legendzie, wyraźnie słychać wpływy polskie (do których Rysio oczywiście się nie przyznaje…). Oszczędny w aranżacji, delikatny utwór. „Fool’s Gold” to kolejna ballada opowiadająca osobną historię i królu, błaźnie, szczęściu i złocie… Ostatni instrumentalny kawałek na płycie to „Durch Den Wald Zum Bach Haus”. Oczywista zdaje się być w nim obecność  klimatów barokowych, skoro tytuł wspomina Johanna Sebastiana. „Now And Then” – prawdopodobnie jeden z ulubionych utworów Candice, często grany na koncertach. Napisany samodzielnie przez Candy – jakże miałaby go nie lubić? Całość wieńczy ponowne nagranie Self Portrait Rainbow. I powstaje pytanie, czemu służą takie ‘przeróbki’? Tym, którym podoba się styl Blackmore’s Night, lubią utwory Rainbow, ale samo Rainbow im się już znudziło? A może jest to po prostu nowe spojrzenie na coś, co jest dla muzyka ważnym utworem? To więc byłaby płyta. Teraz należy skupić się na koncertach “Under A Violet Moon Tour”. A więc…

Przed lipcowym tournee, na stronie www ogłoszono skład akompaniującego zespołu: Marci Geller (klawisze i śpiew); Jim Hurley (gitara); Adam Forgione (klawisze); Alex Alexander (perkusja). Tournee objęło dwa koncerty w Bułgarii (27-28 czerwca 1999), trzy koncerty w zamkach Włoszech (2-4 lipca 1999), dwa w Niemczech (7-9 lipca), jeden w Luksemburgu (10-ty) oraz kolejne cztery w Niemczech (11-18 lipca). Część amerykańska tournee trwała od 21-29 października (sześć koncertów, z czego ostatni był występem charytatywnym na rzecz Saltare Foundation). Gdzieś pomiędzy występami pan Blackmore znalazł czas, by nagrać partię solową dla Die Geyers na ich nowy album “Live ‘99”. Wytwórnia natomiast, pod koniec roku, zdecydowała się wydać wideo z Kolonii, “Blackmore’s Night Live In Germany”. Ukazało się także (lecz jedynie w Niemczech, w maju) promo, tzw. Hörmuster, zawierające utwory “Under A Violet Moon”, “Past Time with Good Company” i “Catherine Howard’s Fate”.

Do dat amerykańskich dołożono jeszcze prywatny show na Long Island, w gospodzie Normandie Inn, 31 października 1999. Występy zespołu oceniano dobrze, zauważalna stawała się coraz to większa pewność Candice jako wokalistki. Podczas koncertów grano zarówno nowe kawałki, jak i te z “Shadow…”. No i oczywiście te parę dodatków w postaci Rainbow, a czasami także Deep Purple i Boba Dylana. Tak mniej więcej zakończył się rok 1999 dla Blackmore’s Night. A wraz z nadejściem nowego można było oczekiwać nowych koncertów…

Rok 2000 zespół powitał na swój własny, nie znany mi sposób. Wiem natomiast, że już 26 stycznia wyruszył na nowo w trasę, tym razem do Włoch. Pięć koncertów przewidzianych, z czego jeden odwołany. Ostatni odbył się 31-go. Japonia miała powitać Ritchiego i Candice już pod koniec roku 1999, trasę przesunieto jednak na kwiecień, co również ni doszło do skutku. W maju (21-27) Blackmore’s Night  po raz pierwszy pojawili się w Anglii (w nowym składzie, gdyż Alexander i Forgione mieli na czas trasy inne obowiązki). ‘Zwerbowano’ więc Mike’a Sorrentino na bębnach i Carmine Giglio na klawiszach. Tuz przed brytyjska trasą, 13 maja, zespół wystąpił też w specjalnym wydaniu programu World Beat, transmitowanym przez CNN. Całość transmitowało CNN, a dostępne są transkrypcje przeprowadzonego wtedy wywiadu. Tutaj nie sposób jednak zamieścić wszystkiego, co można by o Ritchiem i jego zespole napisać. Niespodzianką okazały się również zapowiedzi kolejnych koncertów w Niemczech (22 lipca do 4 sierpnia 2000 – w sumie osiem dat). I wraz z nadejściem niemieckich koncertów przyszedł czas na zmianę w składzie – Chris Devine wymienił Jima Hurley’a na skrzypcach. Poza tym ekstra (czyli dodatkowe, a niekoniecznie super) występy przewidziano na 24 i 30 listopada w USA (no i oczywiście musiała nastapic kolejna zmiana. Pojawił się Sir Robert of Normandy na basie). To tyle, jeśli chodzi o pracowity 2000 rok.

Grany na koncertach w roku 2000 utwór „Fires Burn At Midnight” został przekształcony w „Fires At Midnight”. A ta zaś nazwa dała początek nazwie nowej płyty… na początku roku 2001 zaczęły chodzić słuchy o nowym materiale nagrywanym przez zespół. W kwietniu tegoż roku wiadomość została oficjalnie potwierdzona, a tytuł płyty podany. Chodziły też słuchy, iż Candice zaczęła nagrywanie solowej płyty (“Infinity”), a wytwórnia NEMS jest potencjalnie zainteresowana materiałem.

20 czerwca w Japonii, 2 lipca w Europie, 10 lipca w USA i 6 sierpnia w UK ukazała się płyta “Fires At Midnight”. Na sam początek wielka, jeśli chodzi o mnie, zmiana! Na okładce zamiast ‘tradycyjnych’ rysunków pani Johanny Pieterman – zdjęcie! A do tego we wspaniałej kolorystyce. Początek zdaje się być typowym stylem Blackmore’s Night, cicho, spokojnie…aż tu nagle bas, bębny i Stratocaster pokazują kły! Zdecydowanie coś ku uciesze miłośników mocniejszych dźwięków (co oczywiście nie oznacza, iż utwór „Written In The Stars”, o którym piszę, jest 100% rockerem). Po nim następuje interpretacja „The Times They Are A-Changin’” Boba Dylana – w pierwszym momencie jest to dla mnie “I Got You Babe” (wykonywane kiedyś przez UB 40). Całość zgrabnie zmieniona, o charakterze starodawnym. Kolejny utwór, nie ma co ukrywać iż mój faworyt, to „I Still Remember”. Przejmująca ballada, która zdecydowanie ma w sobie to coś, co powoduje, iż utwór nie jest nudny, iż przywodzi nam na myśl pewne zdarzenia z naszego życia – te dobre i te złe; zabiera nas w podróż po naszym własnym życiu. Specyficzne dla utworu jest także to, iż jest on kombinacją nowego i starego, które przeplatają się wzajemnie tworząc wspaniały klimat. Kontrastem jest kolejna piosenka, raczej utrzymana w konwencji “Under A Violet Moon” – „Home Again”. Jest to typowa pieśń w stylu biesiadnych i, co nie bardzo dziwi, lubię ją, mimo, iż wcale nie lubię utworów biesiadnych. Wspaniały na drogę powrotną do domu. Od „Crowning Of The King” (koronacja Króla) powiewa dostojnością. Przearanżowany “La Morisque” Tielmana Susato (jednego z ulubionych kompozytorów Blackmore’a), ze słowami Candice, tryska życiem i radością – w końcu koronują nowego Króla, nieprawdaż? „Fayre The Wel”l zabiera nas w podróż po akustycznych dokonaniach Ritchiego, preludium do „Fires At Midnight”. Zaczyna się trochę wolno, potem przyspiesza, tempo wciąż rośnie (napięcie słuchaczy także), iskierki latają wszędzie dookoła i już słychać w oddali Stratocastera… takiego pięknego sola Ritchie nie umieścił na swojej płycie już bardzo dawno! Szkoda tylko, że na koncertach było ono dużo krótsze, nasz bohater często wyręczał się elektrycznymi skrzypcami (w tym momencie odsyłam do recenzji). Utwór zdaje się być zbudowany na filarach utworu Die Geyers “Göttliche Devise” [Boża dewiza], posiada także jego tempo. Następny po „Fires…”, „Hanging Tree” jest smutną opowieścią o starym drzewie z ogrodu państwa Blackmore/Night. Ma w sobie coś z muzyki folk, ale przede wszystkim każe nam współczuć biednemu drzewku…Następnie słyszymy akustyczny wstęp – lecz jest to zwyczajny ‘spokój przed burzą’. „The Storm” pulsuje żywiołem i jest niesamowitą burzą na w miarę spokojnych albumach zespołu. Wnosi niepokój, wiarę w cudowność muzyki Mistrza, “majstersztyk”. Chcąc uspokoić słuchaczy, zespół wybrał na kolejny utwór delikatne „Mid Winter’s Night”. Pomimo wcześniejszych zapowiedzi Blackmore’a, że raczej nie korzysta z tradycji celtyckiej, tu słychać wpływ tradycji francuskiej (a pierwsza zwrotka jest nawet śpiewana w starofrancuskim). „All Because Of You” ukazuje nam Blackmore’s Night z innej strony, z reguły tej mniej lubianej, bo popowej. Aż nadto słychać tu zainteresowania Blackmore’a muzyką Mike’a Oldfielda i Maggie Reilly. Cóż, nie zawsze jest niedziela. „Waiting Just For You” jest powrotem do renesansowego święta, do “Renaissance Faire”; zainspirowane “Trumpet Voluntary” Clarke’a. Potem słyszymy adaptację kompozycji Michaela Praetoriusa, pełna akustyka w „Praetorius (Courante)”. Kolejny kawałek to ukłon w stronę kraju wschodzącego słońca – „Benzai-Ten” podkreśla tylko różnorodność całej płyty prowadząc słuchacza w świat niezgłębionego do końca wschodu, do Japonii. Natomiast „Village On The Sand”, poza średniowiecznym wstępem, to czyste Jethro Tull! Stylistyka rockowa, z odrobiną folku, fletem i dwoma solami na Stratocasterze! No i na koniec „Again Someday”… bardzo liryczna ballada, z osobistymi słowami; faktycznie przeznaczona dla ojca Ritchiego, który krótko przed wydaniem płyty odszedł z tego świata… wspomnienie na tych kochanych, którzy odeszli.

Takim to wspomnieniem kończy się album, niesamowita mieszanka, ale jednocześnie bardzo spójna i zrównoważona. Wspaniała podróż – która i dla mnie, i wielu recenzentów, najlepsza ze wszystkich Blackmore’s Night.

A po wydaniu płyty przyszedł czas na tournee… lekkie zmiany w składzie (Bob Curiano na basie oraz Vita Gasparro śpiew i gitara) i można zaczynać. Chyba już tradycyjnie trasa miała zacząć się w innym terminie, koncertami w Turcji, Grecji i Polsce, lecz w rzeczywistości koncerty w tych państwach nie doszły do skutku, o czym my Polacy dobrze, a czasem aż za dobrze, wiemy. Pierwsze koncerty miały miejsce w Niemczech pomiędzy 24 lipca a 6 sierpnia (w sumie dziewięć wieczorów gry). Kolejne  – pomiędzy 23 września a 19 października – w Anglii (5), Walii (1), Holandii (2), Danii (1), Szwecji (2 – odwołane), Finlandii (1 – odwołany), Rosji (3 – odwołane) i Polsce (1; 19-go października w katowickim Spodku, który ZNÓW nie doszedł do skutku!). Planowany koncert w Szkocji także nie wypalił. Ostało się parę występów w Belgii, Holandii, Skandynawii i na Wyspach oraz, zagrany 13 października na zamku w Rabenstein specjalny koncert dla najwierniejszych fanów.

Dla uzupełnienia podam jeszcze wydawnictwa związane z albumem “Fires At Midnight”. Japońska wersja płyty posiada inną okładkę od wszystkich pozostałych wydań, zawiera także dodatkowy utwór, “Sake Of Song”, który w Europie pojawił się jako strona B do wydanego singla “The Times They Are A-Changin’ ”. Europejskie promo wydano w tzw. slipcase, czyli opakowaniu singlowym; z okładką podobną do specjalnego niemieckiego wydania płyty, z napisami w kolorze złotym, na karmazynowym tle. Wspomniane niemieckie wydawnictwo ma dodatkowe zdjęcia, dwustronny plakat z reprodukcjami okładki płyty i jeszcze jednego zdjęcia z przyjęcia urodzinowego Candice Lumley Castle, tekturowe karmazynowe pudełko oraz “Possum’s Last Dance” i teledysk do “The Times They Are A-Changin’ ”. Przewidywany na wrzesień w Niemczech singel do “All Because Of You” nie ukazał się

Na dzień dzisiejszy sprawa przedstawia się tak, iż są nadzieje na wydanie koncertu z Monachium 2000, ponieważ zespół planuje wydanie płyty koncertowej i DVD z przyszłych koncertów. Okazuje się jednak, że wydano na razie singel „Home Again” oraz wideo „Under A Violet Moon” (2002). Trasa koncertowa się zakończyła i zobaczymy co będzie się działo.

Tak wiele razy byliśmy świadkami odwoływanych koncertów solowych projektów pana Blackmore’a w naszym kraju. Wszystko wskazuje na to jednak, iż 28 kwietnia 2002 rzeczywiście będziemy gościć Mistrza na naszej ziemi, z własnym zespołem, z jego Nocą, i że będziemy świadkami tej magii, którą muzycy potrafią podczas koncertu wytworzyć. Miejmy jednak na względzie fakt, iż także OD NAS zależy przebieg tego zdarzenia pokażmy Ritchiemu się z jak najlepszej strony. Wówczas i ON nie będzie miał przed nami żadnych ‘tajemnic’

Opracowanie Ola Szajbel, korekta Tomek Szmajter