Co zabrać ze sobą w rejs?

Wypływasz wkrótce na rejs? Wpadasz już powoli w panikę co zabrać? To przeczytaj poniższy tekst…

Po pierwsze, niezależnie od pory roku, weź ze sobą dobry sztormiak. Zapomnij o jakichkolwiek sztormiakach z PCV! Będzie ci w nim zimno i mokro. Morze to nie śródlądzie, gdzie można zawinąć w ciągu 1 godziny do portu i wysuszyć rzeczy. Druga sprawa – ciepłe swetry, spodnie i skarpetki. Na Bałtyku nawet w czerwcu czy lipcu potrafi być zimno jak ch…olera i może padać grad (sam to przeżyłem…). Przyda się także czapka, zarówno ta z daszkiem, jak i ta wełniana na nocne wachty.

Co do tzw. “dupereli”, które powinniście zabrać, to lista jest raczej długa, więc wymienię tylko niezbędne przedmioty: latarka + baterie, nóż tudzież scyzoryk, otwieracz do konserw (jeśli nie chcecie sobie tępić noża…), dobra książka (koniecznie!!! Polecam “Znaczy Kapitan” Karola Borchardta- świetnie spędza się przy niej czas, gdy na pokładzie zawiewa nudą), długopis (ileż to razy wypisał się długopis do wypełniania dziennika pokładowego… a i list do ukochanej/ukochanego przydałoby się napisać). Radzę się także dowiedzieć, czy jacht jest wyposażony np. w turystyczną lodówkę, która wspaniale umila życie. I koniecznie dowiedzcie się o GPS (Global Positioning System, czyli niezastąpiony system namierzania satelitarnego). Bez niego płynięcie gdziekolwiek jest cholernie trudne. To (prawie) niezastąpione urządzenie. Oczywiście zawsze można posłużyć się sekstantem i zliczyć pozycję z słońca lub gwiazd, ale jest to stara i prawie zapomniana metoda.

Co do prowiantu… Nie kupujcie surowego mięsa. Po pierwsze – bez lodówki szybko się wam popsuje, a po drugie – nikomu nie będzie chciało się go przyrządzać. Kupcie dużo wody mineralnej i parę butelek soku do rozcieńczania – napój sprawdza się znakomicie. Poza tym chleb (w ilości wystarczającej – nie pytajcie mnie ile, bo nie wiem ile zjecie), suchą wędlinę (np. salami, suchą kiełbasę), pół metra sera (tak, tak, pół metra… Nikt z załogi nie wiedział ile waży kawałek, który chcielibyśmy kupić, więc poprosiliśmy o pół metra. Trzeba było widzieć minę sprzedawcy), zupki w proszku (dużo!!!), masło lub margaryna (ale koniecznie w plastikowym pudełeczku), trochę warzyw (pomidory, cebula, ogórki…), owoce (jabłka, pomarańcze…), konserwy (jeżeli ni spożywacie ich na surowo, zawsze można otworzyć takową, położyć na niej plasterek sera i podgrzać na gazie. Pychota!!!), rybki w puszce, kisiel (!!!), dużą paczkę herbaty ekspresowej, a do tej herbaty parę kropel rumu na rozgrzanie. No i to byłoby chyba na tyle… Stopy wody pod kilem!


PS. Oczywiście powyższy tekst dotyczy małych, czarterowanych jachtów. Wiadomo, że jeśli płyniecie na np. Pogorii to nie musicie się martwić o prowiant.

Dodaj komentarz