” Biedna Kreska.
Jej życie toczyło się na pozór po dawnemu, co ją samą zdumiewało. Po dawnemu poruszała się, oddychała, pracowała, jadła, odrabiała lekcje. (…) Ale to już nie była dawna Janka Krechowicz. Pobladła, smutna, z podkrążonymi oczami, z mglistym wzrokiem wyglądała jak własny, kiepski w dodatku, portret akwarelowy. Co przede wszystkim rzucało się w oczy to, że wszelka radość w niej wygasła. (…) W tym to stanie ducha zadzwoniła któregoś dnia do Borejków. Ida, która lubiła się stroić, a u której tendencja ta ostatnio wzmogła się zauważalnie, zamówiła u Kreski pikowaną kamizelę ze starych łatek kretonowych. Dzwoniąc do tych znajomych drzwi, Kreska pomyślała, że niezależnie od kamizelki trafiłaby tu prędzej czy później. Znała Borejków od dawna, (…) właśnie dom Borejków (…) był tym miejscem na ziemi, gdzie rozumiano ją najlepiej. Powinna była właściwie przewidzieć, że i z tym swoim najnowszym zmartwieniem przyjdzie tu właśnie nawet nie po to, by o nim mówić i nie po to by ją pocieszano ale żeby przyłożono jej do serca życzliwość, jak przykłada się plasterek na ranę. Pora była niemal wieczorowa i na ciemnych schodach pachniało świeżo upieczonym ciastem. (…)
(…) w pokoju znów się zrobiło hałaśliwie i wesoło, z kuchni gwizdał czajnik. Przyniesiono herbatę i odbyło się rozkoszne picie i gawędzenie oraz pożeranie wspaniałego ciasta. Potem obdarowano Kreskę dziesięcioma metrami bezcennej gumki, paczką herbaty dla dziadka oraz pastą do zębów a przez ten cały czas Genowefa tkwiła u boku swej Kreseczki ciasno przytulona, spokojna, bezpieczna i szczęśliwa. Kreska czuła się podobnie. Plasterek Borejków został już przyłożony i chyba nawet przyrósł jej do serca w każdym razie wyraźnie odczuwała jego kojące i rozgrzewające działanie. “
~ Małgorzata Musierowicz, Opium w rosole